niedziela, 5 października 2014

Dygresja trochę za długa

Jak zwykle porzuciłam nowe miejsce i żyłam gdzieś tam dalej. Potrzebowałam miesiąca, by wrócić tutaj, by na nowo usiąść przed białą kartką i pomyśleć, którą częścią mojego życia warto się podzielić. 

Jaka szkoda, że nie jestem znaną blogerką - wystarczyłoby wrzucić dwa zdjęcia nowej torebki, dopisać trzy zdania i voilà! 

Na szczęście nie jestem żadną, ze znanych w internecie, blogerek; i nie muszę stosować ekshibicjonizmu, tak daleko posuniętego, że obrzydzającego. Nie wiem do czego doprowadzi niezdrowa fascynacja bogactwem, ale skoro te kobiety potrafią sprzedać każdą sferę swojego życia, to cóż może się wydarzyć? Pokazują swoje twarze, ciała, swoje domy, swoich partnerów, każdy posiłek, czas wolny jest czasem dla mas, wszystko jest wszędzie, wszystko jest pokazem tego super życia. A mnie się przykro robi, kiedy widzę, że ich jedynym rozwojem jest nowa torebka od projektanta, tak brzydka i obrzydliwie droga, że myśli nie potrafią tego objąć. 

Dla wszystkich tych, którzy sądzę, że przemawia przeze mnie zazdrość: nie, nie przemawia. Nie zazdroszczę życia, które jest komentowane w internecie. Nie zazdroszczę wyśmiewania. Nie zazdroszczę ubogiego umysłu. Pozwalam sobie komentować, ponieważ one same wystawiają każdą cząstkę życia przed publiczność, dając tym samym pozwolenie na ocenę. Niestety, najczęściej ocena jest bardzo niska i pełna krytyki. Wciąż się dziwię, że żadna z nich nie potrafi wyciągnąć wniosków, choć w pewnym miejscu, w internecie znajduje się kompendium wiedzy. Wiem, że one je znają, wiem, że czytają i domyślam się, że prosta umysłu nie pozwala im wyciągnąć wniosków.

Wracając, nie tyle martwi mnie ich postawa, co wpływ ma młode osoby. Chorobliwa fascynacja metkami, dzielenie się w świecie wirtualnym każdą nowinką ze świata rzeczywistego sprawia, że tak niewiele zostaje dla nich samych. Wszystko zostaje w internecie. Szkoda, że nie ich wzrok jest taki krótki. 

Dzisiaj miało być o czymś zupełnie innym, to znaczy o mnie i o moich sprawach, ale wkradła się ta całkiem długa dygresja. 

Ja się rozwijam, kilka dni temu zauważyłam, że w ciągu ostatnich miesięcy poczyniłam spory krok do przodu. Rozwijam się, rozwija się firma i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Chciałabym wciąż pracować w tym miejscu, bo moim planem jest stworzenie czegoś dużego i dobrze prosperującego. Nie jest to moje "dziecko", ale współtworzyłam je, w jakimś stopniu pomogłam (i pomagam nadal), więc byłoby mi ogromnie przykro, gdybym musiała odejść. 

Nie mam jednak zamiaru spocząć na laurach. Moim planem jest mieć coś swojego, coś stworzonego tylko przez siebie. Jeszcze nie wiem, w którym kierunku mam się udać, mam sporo wątpliwości, bo myślę także o moim wykształceniu kierunkowym. Studia, które ukończyłam sprawiły, że chciałabym spróbować swoich sil w tym kierunku, ale w tym kontekście myślę bardziej o karierze naukowej. 

Tyle pytań i wątpliwości. Tak różne dziedziny i inne drogi. Muszę to jakoś uporządkować, ułożyć plan i realizować go, bo inaczej - obawiam się, że zagubię się w trakcie. 

Najbardziej cieszę się jednak, że wyszłam z dołka, odegnałam depresję za płot. Teraz mam przynajmniej motywację i chęć, by coś robić. Koniec stagnacji. 

Oby październik był słoneczny i cieszył nas słońcem. Kiedy jest jasno, wszystko jest łatwiejsze.